środa, 17 kwietnia 2013

003

Dla mojej wspaniałej Angeliee. <3

~Caroline~
Stałam bosymi stopami na piasku, który wsuwal mi się między palce. Szum morza mieszał się z odglosami mew, co dawało rozkoszna mieszanke. Poczułam jego dłonie na swojej talii. Przymknelam oczy. Wszystkie dźwięki się oddaliły. Mogłabym tak wieczność, ale ciszę przerywa dzwonek. Zaraz, jaki dzwonek? Mozolnie podniosłam powieki. Ściągnęłam z siebie kołdrę i wstałam z łóżka. Wciągnęłam na siebie niebieski, puszysty szlafrok i puchate kapcie z głowami krów. Cóż, zostały mi jeszcze z czasów licealnych. Wolno poczlapalam do drzwi klnąc przy okazji. Dzwonienie przybierało na sile. Pociągnęłam za klamkę.
-Dzień dobry, zamawiala Pani drożdżówki?- spytał wysoki, barczysty blondyn.
-Hej George. Jasne, że zamawiałam.-odpowiedziałam.
Wręczyłam chłopakowi kilka monet i odebrałam papierową torbę. Zamknęłam za nim drzwi i poszłam w stronę kuchni. Zawsze w piątki przychodził mój znajomy i przynosił mi drożdżówki. Miałam wtedy ciężki dzień... Położyłam opakowanie na blacie i spojrzałam na zegar.
-Cholera!-przeklnelam, kiedy zobaczyłam, że jest już 7:25. Szybko pobiegłam do sypialni. Zdjęłam szlafrok i kapcie, a zaraz potem podeszłam do szafy. Wyjęłam granatową sukienkę do kolan, kremową marynarkę i tego samego koloru szpilki. Wykonałam poranną toaletę i ze szczotką we włosach wbieglam do kuchni. Szybko włączyłam ekspres i zaczęłam pakować torebkę; portfel, notes, długopis, błyszczyk... Pomieszczenie wypełniła piosenka Birdy "Shelter". Tak, dzwonił mój szef.
-Hej John.. Nie, nic dziś nie robię... Czy zajmę się dziewczynkami? A co z Erica? Aha...ma dziś wolne?... Dobra, zajmę się... O której?!... Przecież na ogół kończę w piątki o 23!... Jasne, pa.
Super, będę robić za nianke. Wypiłam kawę chwyciłam papierową torbę z drożdżówkami, płaszcz i wybieglam z domu. Szybko złapałam pierwszą, lepszą taksówkę.
-Pod budynek BBC Radio 1-wysapalam.
Samochód ruszył. Co chwilę przygryzalam dolną wargę i zaciskala dłonie w pięści.
-Psze Pani, to może trochę potrwać...-powiedział kierowca.
-A to dlaczego?-spytałam.
-Korek...
Nie no, rewelacja... Ja tu się spieszę, szef i tak mnie ochrzani, a tu jeszcze korek. Wreczylam mężczyźnie pieniądze i wyszłam. Zaczęłam iść szybkim krokiem po chodniku. Na pewno zajmie mi to mniej czasu niż jazda taksówką. Włożyłam na nos nowiutkie okulary i przyspieszylam kroku. Ugryzłam spory kawałek drożdżówki.
-Fuck!-wrzasnęłam na cała ulicę.
Ludzie dziwnie się na mnie spojrzeli. Ale jak miałam się zachować skoro zapomniałam nakarmić kotów? Szybko wyciągnęłam komórkę
-Hej Zayn... Przepraszam, że cię obudziłam, ale mam sprawę... Bez bulwersu!... Nakarmisz moje koty?... Nie, nie oszalałam... John i tak mnie ochrzani, a nie mogę się teraz wrócić!... Dzięki wielbię Cię... Dozorca ci da... Powiedz, że jesteś moim przyjacielem, a jak będzie problem to dzwoń... Pa.
No to jeden problem z głowy.

~Zayn~
Spałem sobie spokojnie w ciepłym łóżeczku, a tu nagle dzwoni do mnie ta wariatka. Myślałem, że ją udusze. No bo jak można tak brutalnie budzić Zayn'a Malika? Wygramolilem się z jednoosobowego łóżka i poszedłem do kuchni. Zrobiłem jajecznicę i kawę- śniadanie idealne. Miałem dziś dopiero na 12. Z Bradford do Londynu przeprowadziłem się rok temu i zamieszkiwalem od tamtego czasu dwupokojowe mieszkanko na ostatnim piętrze starej kamienicy. Włożyłem naczynia do zmywarki i wróciłem do sypialni. Wziąłem dżinsy, koszule, marynarkę i wyszedłem do łazienki.
* * * * * * * * * * * * * *
Zaparkowalem swój samochód pod wieżowcem. Nieźle sobie Caroline mieszka... Zamknąłem pojazd przyciskiem i wkroczylem do budynku.
-Pan do kogo?-spytał mezczyzna siedzący za półokrągłym stołem.
-Mam nakarmić koty Caroline-odpowiedziałem.
-Panna McReward nic nie wspominała... Proszę zaczekać.
Facet wziął do ręki słuchawkę i zaczął coś mruczeć. Usiadłem na miękkiej kanapie. Coś czuję, że praca w BBC Radio 1 całkowicie odmieni moje życie... No cóż, przystojnych chłopaków tam nie brakowało.

~Caroline~
Od ponad pół godziny próbowałam podsteplowac wszystkie papiery leżące na biurku. Rachunki, umowy... Usłyszałam pukanie.
-Hej Caroline-powiedział Zayn wchodząc do pokoju.
-No cześć. Jak karmienie?-spytałam lekko się uśmiechając.
-Nawet nie pytaj-burknął i usiadł naprzeciwko.-To są tygrysy, nie koty domowe! Podrapaly mi ręce i zrzuciły doniczkę z paprotka.
Zaśmiałam się. No tak, zapomniałam go uprzedzić, ze zwierzaki raczej nie lubią nieznajomych.
* * * * * * * * * * * * * * *
Jechałam taksówką do willi John'a. Zdarzyłam się już przebrać i teraz miałam na sobie leginsy w czarno-białe paski i luźny, czarny sweter. Londyn był oswietlony przez miliony światełek, a po ulicach szwedali się turyści. Właściwie nigdy nie zwiedziłam tego miasta... Ciągle tylko praca i praca. Samochód stanął przede białym murem. Wreczylam kobiecie-tak, to ona prowadziła taksówkę-odpowiednią sumę i wyszłam. Poprawiłam na ramieniu plucienna torbę. Porywisty wiatr rozwiał mi włosy i lekko rozwiązał szalik. Nacisnelam srebrny guziczek. Po chwili usłyszałam kobiecy głos:
-Kto tam?
-To ja, Caroline-odpowiedziałam i popchnelam furtkę. Dom był naprawdę ogromny. Miał basen, saunę i takie tam. Drzwi otworzyła mi drobna, młoda kobieta-Erica, opiekunka córek John'a podczas gdy on pracuje.
-Cześć-powiedziała z uśmiechem co odwzajemnilam.
Nie zdarzylam się jednak przywitać, bo 10 latka z długimi, czarnymi włosami podbiegła do mnie.
-Hej ciociu!-krzyknęła uradowana.
-No cześć, Rachel. Gdzie zgubilas Emily?-spytałam ze śmiechem.
Odpowiedz przybiegła do mnie na grubiutkich nóżkach.
-Tatuś cię wola, ciociu-szepnęła mi na ucho gdy chciałam wziąć ja na ręce.
Kiwnęłam głową i poszłam na górę. Dobrze wiedziałam gdzie jest pokój John'a, wiele razy w nim byłam (przyp. aut. bez skojarzeń! xD). Podeszłam do drzwi i nacisnelam klamkę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, jestem bardzo zła, bo nie dodawałama tak długo trójki (której i tak nikt nie czyta ^^). Podoba się? :D Dla mnie takie denne, ale to Wy oceniacie, nie ja. ;)
Pozdrawiam, Pola. xoxo.